sobota, 30 lipca 2016

Od Maksa do Rose

Gdy ruszyliśmy, wsadziłem w uszy słuchawki i oparłem głowę o szybę auta podziwiając widoki za oknem. Cały czas jednak miałem wrażenie, że Rose mnie obserwuje. Dojechaliśmy szybciej niż się spodziewałem.
- Jesteśmy na miejscu. - usłyszałem radosny głos jej ojca.
Wysiedliśmy z auta, akurat podjechał mój tata. Wziąłem od niego plecak w którym były moje rzeczy.
- Przyjadę po ciebie za miesiąc, my z mamą w tym czasie lecimy do egiptu, gdy wrócimy polecimy do domu, do naszej Francji. - uśmiechnął się.
Skinąłem głową, rzuciłem krótkie "pa" i podszedłem do Rose która czekała na mnie.

Rose?

piątek, 29 lipca 2016

Od Rose do Maksa

- Wymiotowała - wzruszył delikatnie ramionami.
W odpowiedzi spojrzałam na niego niepewnie. Po chwili jednak zwróciłam wzrok na mamę.
- Wymiotowała, tak? - zapytałam chłopaka - Dziwne, bo jakoś śladu nie ma i normalnie się zachowuje.
Zignorował moje pytanie i ruszył do swojego ojca. Przewróciłam oczami i poszłam w jego ślady. Usłyszałam trochę rozmowy dorosłych.
- ...Tak, na pewno się zgodzi - uśmiechnęła się mama i spojrzała ku mnie - no to co kochanie, jedziemy?
Przytaknęłam potwierdzająco głową.
- Ach, bym zapomniała. Chciałabyś, aby Maks do nas przyjechał? - i w tym momencie mnie zatkało.
W odpowiedzi uniosłam ręce w geście ,,nie wiem''.
Mama przewróciła oczami i ponownie wykrzywiła usta w ciepłym uśmiechu.
- To wygląda na to, że się zgadzasz! - wykrzyknął uradowany tata.
Westchnęłam i wsiadłam do samochodu, aby zająć się telefonem. Wrzuciłam zdjęcie na Snapchata mówiące, że wracamy do domu.
Osoby za szybą (mama, tata, tata Maksa i sam Maks) chwilę o czymś jeszcze rozmawiały. Nie zwracałam uwagi na to - nie interesowało mnie to.
Po chwili jednak Maks wsiada do samochodu. Przez jakiś czas miałam okazję popatrzeć na jego niebieskie tęczówki. Matko, jakie są piękne.
- Witaj znowu - powiedział zadowolony.
- Na ile przyjeżdżasz? - zapytałam miło.
- Nie wiem, skoro są wakacje to może na miesiąc?
- A co z ubraniami?
- Tata pojedzie do domu, w sumie to już się kieruje. Ja jadę z wami, a ubrania będą czekać - zaśmiał się.
- Ha ha, śmieszne - przewróciłam zabawnie oczami.
Nasze wygłupy przerwał tata.
- No, to w drogę! - wykrzyknął zadowolony.

Maks?

czwartek, 28 lipca 2016

Od Maksa do Rose

Odwróciłem głowę w przeciwnym kierunku, obserwując innych ludzi. Ksiądz zaczął swoją rozmowę, wyglądało na to, że będzie ona trwała z godzinę. Przetrwałem jedynie pół godziny, cały czas się powtarzał itp. Wstałem z ławki i po cichu wyszedłem przed kościół, usiadłem na kamiennym schodku i westchnąłem lekko. Kawałek dalej, przy dużym drzewie stał ojciec Rose razem z mamą, kobieta zwymiotowała. Odwróciłem wzrok aby nie zrobić tego samego. Nagle, koło mnie usiadła Rose.
- Ooo, ty też nie dałaś rady? - uśmiechnąłem się.
- Ciekawe ile butelek opróżnił, nim zaczęła się msza. - odwzajemniła gest.
- Twoja mama się chyba czymś struła... - powiedziałem gdy spojrzała w jej kierunku.
- Czemu? - spojrzała na mnie ponownie, tymi jej niebieskimi, przepięknymi oczętami.
- Wymiotowała. - wzruszyłem delikatnie ramionami.

Rose?

Od Rose do Maksa

Wysiadając z pojazdu zauważyłam Maksa. Nieco zdziwiony, a jednak z uśmiechem podszedł w moją stronę.
- Rose? - zapytał patrząc się na moją osobę.
- Maks? - odpowiedziałam na jego pytanie.
- We własnej osobie - odparł z ciepłym uśmiechem.
Pokiwałam twierdząco głową.  Ach... te piękne oczy, ten uśmiech. Wpatrywałam się w niego dłuższą chwilę.
- Rose? - spytał nagle.
- T-tak? - zająknęłam się z zaskoczenia.
- Tak dziwnie się patrzałaś. Coś się stało?
- N-nie, nic. Chwilowa blokada - zaśmiałam się na własną wypowiedź.
Uśmiechnął się i odszedł do swojego ojca.
Poszłam w jego ślady i dołączyłam do rodziców przysłuchując się rozmowie.
- Bardzo mi przykro. Wiem, że mieliście z nim dobre kontakty - powiedziała smutno mama.
- Był ze mną i Alex'em odkąd zaczęliśmy trening. Dobre 16 lat - uśmiechnął się tata, lecz w jego oczach było widać żal.
Ojciec Maska pokiwał twierdząco głową.
Mama spojrzała na zegarek. Zbliżała się godzina, gdzie wszyscy odprawimy mszę pożegnalną. Zerknęła na nas. Wszyscy ruszyli w stronę kościoła.
***
Po paru minutach modlitwy, rodzice siedzący razem ze mną i Maksem odeszli. Popatrzałam się na nich podejrzanie. Chłopak odwrócił głowę w moją stronę uśmiechając się.
- Co się gapisz? - szepnęłam ostro. Nie chciałam, aby przerywał tak ważną chwilę.
- Już popatrzeć się nie mogę? - zapytał szeptem.
Rzuciłam mu tylko pełne złości spojrzenie i wróciłam do modlitwy.
Maks, jak gdyby nie miał co robić, ciągle się gapił. Irytowało mnie to.
- Widać, że chcesz pogadać. Nie teraz. Nie gap się, proszę - cicho mruknęłam.
Pokiwał głową twierdząco, na znak, że się zgadza.
Odetchnęłam z ulgą. W końcu mogę na spokojnie pożegnać się z trenerem.