czwartek, 28 lipca 2016

Od Rose do Maksa

Wysiadając z pojazdu zauważyłam Maksa. Nieco zdziwiony, a jednak z uśmiechem podszedł w moją stronę.
- Rose? - zapytał patrząc się na moją osobę.
- Maks? - odpowiedziałam na jego pytanie.
- We własnej osobie - odparł z ciepłym uśmiechem.
Pokiwałam twierdząco głową.  Ach... te piękne oczy, ten uśmiech. Wpatrywałam się w niego dłuższą chwilę.
- Rose? - spytał nagle.
- T-tak? - zająknęłam się z zaskoczenia.
- Tak dziwnie się patrzałaś. Coś się stało?
- N-nie, nic. Chwilowa blokada - zaśmiałam się na własną wypowiedź.
Uśmiechnął się i odszedł do swojego ojca.
Poszłam w jego ślady i dołączyłam do rodziców przysłuchując się rozmowie.
- Bardzo mi przykro. Wiem, że mieliście z nim dobre kontakty - powiedziała smutno mama.
- Był ze mną i Alex'em odkąd zaczęliśmy trening. Dobre 16 lat - uśmiechnął się tata, lecz w jego oczach było widać żal.
Ojciec Maska pokiwał twierdząco głową.
Mama spojrzała na zegarek. Zbliżała się godzina, gdzie wszyscy odprawimy mszę pożegnalną. Zerknęła na nas. Wszyscy ruszyli w stronę kościoła.
***
Po paru minutach modlitwy, rodzice siedzący razem ze mną i Maksem odeszli. Popatrzałam się na nich podejrzanie. Chłopak odwrócił głowę w moją stronę uśmiechając się.
- Co się gapisz? - szepnęłam ostro. Nie chciałam, aby przerywał tak ważną chwilę.
- Już popatrzeć się nie mogę? - zapytał szeptem.
Rzuciłam mu tylko pełne złości spojrzenie i wróciłam do modlitwy.
Maks, jak gdyby nie miał co robić, ciągle się gapił. Irytowało mnie to.
- Widać, że chcesz pogadać. Nie teraz. Nie gap się, proszę - cicho mruknęłam.
Pokiwał głową twierdząco, na znak, że się zgadza.
Odetchnęłam z ulgą. W końcu mogę na spokojnie pożegnać się z trenerem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz