czwartek, 28 lipca 2016

Od Maksa do Rose

Odwróciłem głowę w przeciwnym kierunku, obserwując innych ludzi. Ksiądz zaczął swoją rozmowę, wyglądało na to, że będzie ona trwała z godzinę. Przetrwałem jedynie pół godziny, cały czas się powtarzał itp. Wstałem z ławki i po cichu wyszedłem przed kościół, usiadłem na kamiennym schodku i westchnąłem lekko. Kawałek dalej, przy dużym drzewie stał ojciec Rose razem z mamą, kobieta zwymiotowała. Odwróciłem wzrok aby nie zrobić tego samego. Nagle, koło mnie usiadła Rose.
- Ooo, ty też nie dałaś rady? - uśmiechnąłem się.
- Ciekawe ile butelek opróżnił, nim zaczęła się msza. - odwzajemniła gest.
- Twoja mama się chyba czymś struła... - powiedziałem gdy spojrzała w jej kierunku.
- Czemu? - spojrzała na mnie ponownie, tymi jej niebieskimi, przepięknymi oczętami.
- Wymiotowała. - wzruszyłem delikatnie ramionami.

Rose?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz