czwartek, 11 sierpnia 2016

Godność: Aaron Warren, możesz wymyślić mu jakieś przezwisko. Być może je zaakceptuje.
Wiek: 19 lat
Orientacja: Hetero
Pochodzenie: Hiszpania, Barcelona
Zawód: Antyterrorysta z wydziału CIA
Adres zamieszkania: Dzielnica 3 numer 28
Głos: Marks
Motto: Jeden zabity człowiek to akt terrorystyczny, tysiąc zabitych ludzi to militarna interwencja.
Aparycja: Gęste brązowe włosy. Jego oczy, są koloru brązowego, zupełnie jak włosy. Zabójczy uśmiech. Dość wysoki chłopak, mierzący 181 centymetrów. Jeśli chodzi o sylwetkę, to jest dobrze zbudowany, płaski, umięśniony brzuch.
Charakter: To osoba biorąca życie bardzo lekko; Aarona nie da się niczym zdenerwować, nic nie ma dla niego znaczenia. W życiu codziennym rzadko wykazuje jakieś uczucia, bywa oziębły i szorstki lub wręcz przeciwnie tolerancyjny i uczynny. Nie pragnie wpływać na decyzje otoczenia. Często się spóźnia, ponieważ coś takiego jak punktualność nie istnieje w świadomości Aarona. Wiele z jego zachowań charakteryzuje się odtwórczością, ponieważ ma dobrą pamięć. Człowiek zamknięty w sobie, mrukliwy i uparty. Czasem jego uczucia są nieprawdziwe, często przesadzone i wręcz udawane. Ma chwiejny charakter i często zmienia zdanie, jego opinie np. o innych są różne w zależności od aktualnego samopoczucia. Wytrwały. Zdecydowanie należy do grupy ryzykantów. Co za tym idzie, jest też odważny, bo nie da się ryzykować bez ani krzty odwagi. Często używa ironii. Nie lubi natrętnych żartów i kpin. Oczywiście to nie znaczy, że zachowuje się jak sierota. Umie zapluć jadem, porządnie dać w mordę gdy trzeba. Nie łatwo zdobyć jego zaufanie, chętniej wieży w siebie niż w innych ponieważ nie raz się zawiódł. Dojrzały i odpowiedzialny. W każdej sytuacji potrafi rozbawić. Ma mało wiary w siebie i ma niską samoocenę, przez to dość często na siebie narzeka. Jednak jest to spowodowane tym, co przeżył w przeszłości. Ma umiejętność odpowiedniego traktowania kobiety, jak i zachowania się w konkretnych sytuacjach. Ma poczucie humoru, umie śmiać się z samego siebie. Nie jest organizacją charytatywną i nie rozrzuca miłością na każdego. Wie, kiedy się zakocha, a kiedy czuje, że to zwykła przyjaźń. Nie da sobą manipulować. Mocny w gębie, nie daje sobie wejść na głowę. Gdy ktoś jest chamski w stosunku do niego, on odwdzięczy się tym samym. Zawsze mówi szczerze to co myśli. Nie boi się wyrażać swojego zdania jak i krytykować tego co mu się nie podoba. Jest pomocny i zawsze można na niego liczyć. Gdy coś dręczy osobę mu bliską, to zawsze wysłucha, pocieszy, a jak potrafi, to coś doradzi. Szarmancki, jego urokowi nie trudno ulec. Nienawidzi gdy się mu rozkazuje, jeśli to zrobisz zrobi coś zupełnie przeciwnego, niż chciałeś. Uparty, wiele osób to drażni, zawzięcie dąży do celu. Wrażliwy, ale twardy, kiedy trzeba. Silny zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Nie lubi opowiadać o sobie, ciężko cokolwiek z niego wyciągnąć. Nie lubi się zwierzać. Woli trzymać wszystko w sobie.
Rodzina: Może zacznijmy od tego, iż Aaron wychowywał się w domu dziecka. Prawdziwych rodziców nigdy nie poznał, nawet nie chciał. Adoptował go zgorzkniały komandos, wysłał do szkoły wojskowej i tyle o nim słyszał.
Partner: Nie oszukujmy się... miłość nie istnieje. To nie jest nawet uczucie: to po prostu opłakana konieczność, zajmująca pośrednie miejsce między potrzebami ciała i duszy.
Zainteresowania: Kryminologia. Kocha motocross oraz piłkę nożną. Od zawsze interesował się motoryzacją, samochody, motory... dużo na ich temat wie i jest w stanie naprawić nawet najbardziej skomplikowaną usterkę. Lubi przeróżne sporty, zaczynając od wodnych po lądowe czy nawet powietrzne, uprawia wiele sportów, dzięki czemu teraz ma idealną sylwetkę. Jako dziecko miał małe problemy z nawiązaniem przyjaźni, dlatego też wiele czasu spędzał ze zwierzętami, nauczył się z nimi pracować. Oczywiście też muzyka, potrafi grać na kilku instrumentach. Lubi też gotować oraz szkicować. Interesuje się też charakteryzacją.
Inne: [x] [x] [x] [x] [x] [x] [x]
Pojazd: [x] [x] [x] [x] [x]
Steruje: Orian
Towarzysz: Alex

Milka

Orian

Monte Carlo

wtorek, 9 sierpnia 2016

Od Rose do Maksa

W pewnej chwili Maks podszedł do mnie.
- Pokazać Ci twój pokój? - zapytałam, a on skinął głową. Zachęciłam go machnięciem ręki.
Pomieszczenie bylo w barwach zimnych. Dominował tam kolor błękitny, zaraz po nim biały.
- To twój pokój. Jakbyś czegoś potrzebował, jestem za ścianą - uśmiechnęłam się do niego.
Odwzajemnił mój gest, a ja wyszłam z pokoju.
Założyłam słuchawki i puściłam muzykę, a dokładniej ,,7 years - Lukas Graham".

sobota, 30 lipca 2016

Od Maksa do Rose

Gdy ruszyliśmy, wsadziłem w uszy słuchawki i oparłem głowę o szybę auta podziwiając widoki za oknem. Cały czas jednak miałem wrażenie, że Rose mnie obserwuje. Dojechaliśmy szybciej niż się spodziewałem.
- Jesteśmy na miejscu. - usłyszałem radosny głos jej ojca.
Wysiedliśmy z auta, akurat podjechał mój tata. Wziąłem od niego plecak w którym były moje rzeczy.
- Przyjadę po ciebie za miesiąc, my z mamą w tym czasie lecimy do egiptu, gdy wrócimy polecimy do domu, do naszej Francji. - uśmiechnął się.
Skinąłem głową, rzuciłem krótkie "pa" i podszedłem do Rose która czekała na mnie.

Rose?

piątek, 29 lipca 2016

Od Rose do Maksa

- Wymiotowała - wzruszył delikatnie ramionami.
W odpowiedzi spojrzałam na niego niepewnie. Po chwili jednak zwróciłam wzrok na mamę.
- Wymiotowała, tak? - zapytałam chłopaka - Dziwne, bo jakoś śladu nie ma i normalnie się zachowuje.
Zignorował moje pytanie i ruszył do swojego ojca. Przewróciłam oczami i poszłam w jego ślady. Usłyszałam trochę rozmowy dorosłych.
- ...Tak, na pewno się zgodzi - uśmiechnęła się mama i spojrzała ku mnie - no to co kochanie, jedziemy?
Przytaknęłam potwierdzająco głową.
- Ach, bym zapomniała. Chciałabyś, aby Maks do nas przyjechał? - i w tym momencie mnie zatkało.
W odpowiedzi uniosłam ręce w geście ,,nie wiem''.
Mama przewróciła oczami i ponownie wykrzywiła usta w ciepłym uśmiechu.
- To wygląda na to, że się zgadzasz! - wykrzyknął uradowany tata.
Westchnęłam i wsiadłam do samochodu, aby zająć się telefonem. Wrzuciłam zdjęcie na Snapchata mówiące, że wracamy do domu.
Osoby za szybą (mama, tata, tata Maksa i sam Maks) chwilę o czymś jeszcze rozmawiały. Nie zwracałam uwagi na to - nie interesowało mnie to.
Po chwili jednak Maks wsiada do samochodu. Przez jakiś czas miałam okazję popatrzeć na jego niebieskie tęczówki. Matko, jakie są piękne.
- Witaj znowu - powiedział zadowolony.
- Na ile przyjeżdżasz? - zapytałam miło.
- Nie wiem, skoro są wakacje to może na miesiąc?
- A co z ubraniami?
- Tata pojedzie do domu, w sumie to już się kieruje. Ja jadę z wami, a ubrania będą czekać - zaśmiał się.
- Ha ha, śmieszne - przewróciłam zabawnie oczami.
Nasze wygłupy przerwał tata.
- No, to w drogę! - wykrzyknął zadowolony.

Maks?

czwartek, 28 lipca 2016

Od Maksa do Rose

Odwróciłem głowę w przeciwnym kierunku, obserwując innych ludzi. Ksiądz zaczął swoją rozmowę, wyglądało na to, że będzie ona trwała z godzinę. Przetrwałem jedynie pół godziny, cały czas się powtarzał itp. Wstałem z ławki i po cichu wyszedłem przed kościół, usiadłem na kamiennym schodku i westchnąłem lekko. Kawałek dalej, przy dużym drzewie stał ojciec Rose razem z mamą, kobieta zwymiotowała. Odwróciłem wzrok aby nie zrobić tego samego. Nagle, koło mnie usiadła Rose.
- Ooo, ty też nie dałaś rady? - uśmiechnąłem się.
- Ciekawe ile butelek opróżnił, nim zaczęła się msza. - odwzajemniła gest.
- Twoja mama się chyba czymś struła... - powiedziałem gdy spojrzała w jej kierunku.
- Czemu? - spojrzała na mnie ponownie, tymi jej niebieskimi, przepięknymi oczętami.
- Wymiotowała. - wzruszyłem delikatnie ramionami.

Rose?

Od Rose do Maksa

Wysiadając z pojazdu zauważyłam Maksa. Nieco zdziwiony, a jednak z uśmiechem podszedł w moją stronę.
- Rose? - zapytał patrząc się na moją osobę.
- Maks? - odpowiedziałam na jego pytanie.
- We własnej osobie - odparł z ciepłym uśmiechem.
Pokiwałam twierdząco głową.  Ach... te piękne oczy, ten uśmiech. Wpatrywałam się w niego dłuższą chwilę.
- Rose? - spytał nagle.
- T-tak? - zająknęłam się z zaskoczenia.
- Tak dziwnie się patrzałaś. Coś się stało?
- N-nie, nic. Chwilowa blokada - zaśmiałam się na własną wypowiedź.
Uśmiechnął się i odszedł do swojego ojca.
Poszłam w jego ślady i dołączyłam do rodziców przysłuchując się rozmowie.
- Bardzo mi przykro. Wiem, że mieliście z nim dobre kontakty - powiedziała smutno mama.
- Był ze mną i Alex'em odkąd zaczęliśmy trening. Dobre 16 lat - uśmiechnął się tata, lecz w jego oczach było widać żal.
Ojciec Maska pokiwał twierdząco głową.
Mama spojrzała na zegarek. Zbliżała się godzina, gdzie wszyscy odprawimy mszę pożegnalną. Zerknęła na nas. Wszyscy ruszyli w stronę kościoła.
***
Po paru minutach modlitwy, rodzice siedzący razem ze mną i Maksem odeszli. Popatrzałam się na nich podejrzanie. Chłopak odwrócił głowę w moją stronę uśmiechając się.
- Co się gapisz? - szepnęłam ostro. Nie chciałam, aby przerywał tak ważną chwilę.
- Już popatrzeć się nie mogę? - zapytał szeptem.
Rzuciłam mu tylko pełne złości spojrzenie i wróciłam do modlitwy.
Maks, jak gdyby nie miał co robić, ciągle się gapił. Irytowało mnie to.
- Widać, że chcesz pogadać. Nie teraz. Nie gap się, proszę - cicho mruknęłam.
Pokiwał głową twierdząco, na znak, że się zgadza.
Odetchnęłam z ulgą. W końcu mogę na spokojnie pożegnać się z trenerem.